niedziela, 26 marca 2017

"Zbrodnie pozamałżeńskie" Daniel Koziarski, Agnieszka Lingas - Łoniewska






Tytuł: Zbrodnie pozamałżeńskie
Autor: Agnieszk Lingas - Łoniewska, Daniel Koziarski 
Data wydania: 2 września 2016 rok
Ilość stron: 368 
Wydawnictwo: Novae res




  

   "Zbrodnie pozamałżeńskie" to książka dwóch autorów, z jednej strony Agnieszka, której książki czytałam i ani razu się nie zawiodłam, z drugiej autor, którego imię i nazwisko nic mi nie mówiło. Postanowiłam ze względu na Agnieszkę ją przeczytać, stwierdziłam, że na pewno mi przypadnie mi do gustu. I wiecie, co? Nie, nie, NIE! Chyba jeszcze nigdy się, aż tak nie pomyliłam. 
Agnieszkę Lingas - Łoniewską poznałam przez książkę "Będziesz moja, dzikusko" i się zakochałam. Jej każde dzieło chwytałam z radością, a każde było lepsze od poprzedniego, aż trafiam na tą powieść i sama nie wiem, co mam powiedzieć. Do jej czytania podchodziłam chyba sto razy. Nie podobała mi się ani za pierwszym razem, ani za czterdziestym, ani za setnym! Czytałam i z każdym podejściem moja irytacja rosła, bohaterowie z każdym podejściem wydawali się gorsi, a fabuła jakby zwalniała swoje i tak już wolne tempo. Byłam załamana, czytałam na siłę, musiała użyć naprawdę wiele silnej woli, żeby nie rzucić nią o ścianę. 



   Marcin to znany piłkarz. Niejednokrotnie powołany do kadr, szykuje się do przejęcia przez duży, zagraniczny klub. Żyć wiecznie nie będzie, więc trzeba zadbać o swoje interesy. Mężczyzna kocha sport i bardzo się cieszy mogąc się chwalić, rozmawiać o swoich sukcesach, jednak osobie, której chce o tym opowiedzieć, nie może, bo wie, że ta "rozmowa" zakończy się awanturą. Zresztą jak każda wymiana zdań. A tą osobą jest jego żona, która od pewnego czasu zajęta jest tylko swoimi studiami, pisaniem książki i kłótniami z mężem. Kobieta liczy się z tym, że gdyby nie ten sport, nie żyliby na wysokim poziomie, jednak to nie przeszkadza jej w wytykaniu mężowi braku studiów oraz śmianiu się z jego "niewiedzy". Ona, studiuje, pisze. Jest kimś. A on? Sportowiec od siedmiu boleści, totalne zero. Para jest małżeństwem, które nawet najprostszej rozmowy nie może przeprowadzić bez kłótni. Czemu się nie rozejdą? Dlaczego dalej uparcie trwają w związku, który nie przynosi żadnych korzyści? Do tego Marcin zaczyna robić się zazdrosny o przyjaciela swojej żony i odnawia swoje dosyć niebezpieczne kontakty, aby dać nauczkę rywalowi. 


   "Zbrodnie małżeńskie" to książka bardzo słaba. Zaczynając byłam zachwycona, nie mogłam się doczekać! Przecież to Łoniewska! Leciała strona za stroną,  linijka za linijką, aż z wściekłością powiedziałam dość, na stronie dwudziestej. To rodzaj książki, gdzie fabuła ciągnie się i ciągnie, a końca powieści nie widać. Każda strona to dodatkowa irytacja, a każda linijka to zastanawianie się czy nie odłożyć jej na półkę. Będąc w połowie myślałam tylko, czy to na pewno ta sama autorka, która pisała "Będziesz moja, dzikusko" czy "W zapomnieniu". Nie mogłam w to uwierzyć. Oczywiście każdemu autorowi, może "podwinąć się noga", jednak tutaj to nie jest potknięcie, to przywalenie twarzą w błoto i złamanie wszystkich kończyn w tej samej chwili. To kompletna porażka. Szczerze przyznam, że bardzo lubię Łoniewską i nie mogę zrozumieć, co spowodowało, że książka, która zapowiadała się niesamowicie, stała się, według mnie całkowitą porażką. Po przeczytaniu całej powieści, co ciągało się niemiłosiernie, nadszedł czas na pisanie tej recenzji, i wiecie,  co? Wyglądało to tak samo jak czytanie książki. Podejście pierwsze, dwudzieste, setne i tysięczne. I dalej nic! Pustka w głowie, nie wiem, co napisać. Książka jest słaba, to prawda. Czy zachwyca? Nie. Czy wywołuje jakiekolwiek emocje? Tak, irytacje i wściekłość. A coś poza tym? Nic. Teraz siadając do pisania tej recenzji, przeczytałam kilka innych opinii na jej temat i jedyne, co po tych recenzjach zrozumiałam to fakt, że czytałam chyba jakąś lewą książkę. Niby autorzy Ci sami, okładka ta sama i fabuła niby też, ale dlaczego większości osób się ona podobała? Tego chyba najwięksi Bogowie nie wiedzą. Oczywiście zdarzyły się osoby z takim samym zdaniem, co ja, co lekko podniosło mnie na duchu, bo już zaczynałam szukać jakiegoś ośrodka zamkniętego dla mojego mózgu. Czytam to samo, co wszyscy i jedynie mnie się nie podoba? To mogło jedynie oznaczać, że jest ze mną gorzej niż myślałam.



   Sama nie wiem, co jeszcze dodać. Nie chce tą recenzją was zniechęcić do tej lektury, to, co napisałam jest tylko moim zdaniem. Mi osobiście ta akuratnie lektura do gustu nie przypadła, jednak nie wiem jak wam, możecie spróbować. Mimo to zachęcam was do poznania autorki Agnieszki Lingas - Łoniewski i jej twórczości, bo jest naprawdę warta chwili uwagi. 




Chciałabym również przeprosić wydawnictwo Novae res za tak długi czas zwlekania z tą recenzją! Oraz podziękować za możliwość przeczytania tej książki. 






1 komentarz:

  1. Dlatego właśnie ja jestem baaaardzo ostrożna, jeśli o książki tego wydawnictwa chodzi :/
    Szkoda, że ty także miałaś tak kiepskie przygody z nim. O tej autorce, nawet nie słyszałam, chociaż o 'Jesteś moja, dzikusko' już trochę tak. Ale na dobrą sprawę nawet nie wiem, jaką ma okładkę:/

    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Witam Cię serdecznie w moich skromnych progach.
Moje królestwo próbuje prowadzić bardzo starannie, jednak nie wszystko mam idealnie, dlatego jeżeli widzisz jakieś błędy lub masz pomysł na ulepszenie mojego świata, pisz śmiało!
Każdy pomysł bądź sugestie przemyślę dokładnie.
Jestem blogerką, dlatego zależy mi na wyświetleniach i obserwatorach, jeżeli podoba się Ci się to, co robię, zostaw komentarz pod postem lub dołącz do obserwatorów bloga :)
Lubie wiedzieć, że moje słowa do kogoś docierają, a nie idą na wiatr.
Tak wiec zachęcam Cię do komentowania i zaglądania do Książek według Wiktorii.
Ślę buziaki :**