piątek, 16 czerwca 2017

"W rytmie passady" Anna Dąbrowska



"I czułem, że ona odwzajemnia moje uczucia, choć nigdy nie wypowiedziała tego na głos. Nie czekałem na jej słowa, bo dostrzegałem miłość w jej spojrzeniu, w każdym dotyku mojego ciała. To dla mnie walczyła o siebie, walczyła, by zamknąć przeszłość raz na zawsze. I właśnie to nazywało się miłością. A słowa ... słowa to tylko słowa, wiązanka liter wypuszczona wysoko w powietrze."






   Anna Dąbrowska to polska pisarka, której dzieła planowałam poznać już jakiś czas temu, jednak jak zawsze moje plany spaliło na panewce.  Jednak szczęście się do mnie wreszcie uśmiechnęło i pocztą przybyła do mnie piękna, świeżutka i zachwycająca "passada". Powiem tak, zakochałam się od samego patrzenia na okładkę. Jest piękna, przemyślana i naprawdę warta uwagi. Już po zobaczeniu jej na własne oczy wiedziałam, że będzie to niezapomniana książka i się nie pomyliłam! 


"Miłość jest niedorzeczna i przez to niepowtarzalna."





   "W rytmie passady" to powieść która została napisana z dwóch różnych perspektyw. Z jednej strony pewny siebie Marcel, a z drugiej zagubiona i niepewna Julita. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, i która bardzo przypadła mi do gustu to fakt, że historia przedstawia momenty życia z dwóch różnych perspektyw. Każda z nich jest inna, każdej towarzyszą inne uczucia i przemyślenia. Dwie osoby patrzą na to samo, a czują i widzą zupełnie inne rzeczy! Bardzo mi się spodobało to, że autorka w swojej powieści przedstawiła to w tak naturalny i realistyczny sposób. W ten sposób również zostało przedstawione uczucie rodzące się miedzy naszymi bohaterami, którzy na pierwszy rzut oka wydają się całkiem inni, jednak podczas czytania poznajemy ich wnętrze, które mimo zewnętrznych różnic, są dwoma połówkami serca, które połączone razem obdarowują nas wspaniałą, emocjonującą historią dla każdego czytelnika, nie zważając na wiek. 



"Czułam zapach ciała Marcela, które pachniało mydłem kwiatowym, a ciepło skóry już nie parzyło. Przestało sprawiać ból. Możliwe, że tylko na chwilę. Możliwe, że przy kolejnym dotknięciu jego dłoni znowu poczuję, jakby oblewał mnie żrący kwas, ale… Warto cierpieć cały dzień dla takiej chwili jak ta, w której się znalazłam."



   Nikt nie jest idealny, a jeżeli jest to, kłaniam się tej osobie do stóp. I w tej powieści, ku mojej niezmiernej radości, bohaterowie nie są ideałami stąpającymi po kuli ziemskiej. Julita to osiemnastolatka, która skrzywdzona przez życie boi się ludzi i wszystkiego co ją otacza. Marcel za to jest przystojnym, pełnym pasji do tańca, młodym mężczyzną. Mimo, że bohaterowie nie są idealni to i tak ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Sama Julita, na początku tak   irytowała  mnie swoim zachowaniem,  że myślałam, iż mnie jasny piorun trafi. Marcel z kolei wydawał mi się mnichem (wiem że to dziwne), jednak on pod chodził do Julity z takim spokojem i tyle razy, że dla mnie to lekka przesada. Normalnemu człowiekowi, już w połowie puściły by nerwy. A mnie puściły one na samym starcie. Później dopiero odkrywamy dlaczego nasza bohaterka zachowywała się tak nienormalnie i dziwnie. To sprawiło, przynajmniej w moim przypadku, że zaczęłam rozumieć naszą Julitę. Mimo tej irytacji, którą musiałam przeżyć na samym starcie, czym dalej szłam, tym bardziej byłam zadowolona z całokształtu powieści.


"Coś w niej było, tylko jeszcze nie wiedziałem co takiego. Była niedostępna, zadziorna, seksowna i piękna. Zwłaszcza, kiedy jej blond włosy opadały miękko na policzek, a ona nieświadoma swojej atrakcyjności uciekała wzrokiem poza zasięg męskiego spojrzenia. Wbijała go w deski podłogi, sądząc, że nikt nie zauważył jej zmieszania. Czar pryskał, kiedy do jej oczu napływały łzy, dłonie oblepiała lepka i chłodna warstwa potu (…)."




   Kolejną rzeczą, na którą zwróciłam dosyć dużą uwagę, to brak wątków pobocznych. Nie było ich prawie wcale, jednak nie zniszczyło to powieści, bo w tym wypadku mogłam całą sobą skupić się na historii naszych zwariowanych bohaterów. Mimo tego, że postaci na początku mnie irytowali, to i tak zapałałam do nich sympatią. Robili postępy w życiu, odkrywali swoje talenty, stawiali stabilne kroki i zaczynali naprawdę "dorastać". Pokazywali, że dadzą radę, że mimo przeciwności losu i kłód rzucanych pod nogi pokonają wszystko i pozostaną razem. To właśnie ten zapał do zmiany, który oboje wykazali, przekonał mnie do całej powieści. To on zmienił moje zdanie na temat całokształtu. Wszystko jest świetnie wymyślone i dopracowane, nic po zakończeniu powieści nie stawia nas w martwym punkcie. Pomimo tych kilku wad, powieść jest godna uwagi czytelnika, ponieważ potrafi wywołać emocje, bohaterowie mają głębię i swoje osobiste, przyciągające cechy charakteru, a najbardziej widoczną jest irytacja ;). Szczerze przyznam, że zapałałam uwielbieniem do "passaday" i jej bohaterów. 



 "Spoczęłam w próżni, utknęłam w niej, bo tak było wygodniej i łatwiej. A gdy przychodziła pomocna dłoń, zaczynałam nienawidzić siebie za obecny stan życia, za to, że wciąż poddawałam się bez walki. Uciekałam daleko. Płakałam w samotności i marzyłam skrycie o innym życiu, ale nie potrafiłam czegoś zmienić w tymczasowym. Tkwiłam w błędnym kole. Dopiero teraz poczułam, że mój pokój nie miał drzwi, był klatką, a ja musiałam wyjść, by nie udusić się we własnych myślach, którym brakowało świeżości i tlenu."



Julita, uczennica warszawskiego liceum, w niczym nie przypomina typowej nastolatki. Nie chodzi na imprezy ani na randki, nie spotyka się z przyjaciółmi. Żyje w cieniu wydarzenia z przeszłości, które nie pozwala jej zachowywać się tak jak klasowe koleżanki. Pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może jej pomóc przełamać strach. Jedyne, co musi zrobić, to zatańczyć w konkursie kizomby.
Marcel jest tancerzem i instruktorem, który zaraża swoją pasją innych w szkole tańców latynoamerykańskich. Jego życie ulega całkowitej przemianie, kiedy dowiaduje się o chorobie matki. Światełkiem w tunelu okazuje się konkurs tańca, w którym mężczyzna postanawia wystartować. Wygraną chciałby przeznaczyć na pomoc matce.
Dwoje obcych sobie ludzi zaczyna łączyć jedno pragnienie, chociaż każde z nich postrzega zwycięstwo w zupełnie innym wymiarze. Wydaje się, że Julitę i Marcela dzieli przepaść, której nie można pokonać, a jednak…
W tańcu i miłości wszystko może się zdarzyć.



Książka: A rytmie passady
Autorka: Anna Dąbrowska 
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 24 kwietnia 2017 rok



Za możliwość przeczytania tej książki gorąco dziękuję wydawnictwu Zysk! 




Chciałabym również bardzo podziękować Hani za pomoc przy tłumaczeniu tekstu z mojego "języka myśli", na język polski zrozumiały dla każdego. 

5 komentarzy:

  1. Ostatnio coraz częściej "wpadam" na tą książkę, poczytałam kilka recenzji i stwierdziłam, że być może kiedyś sięgnę... może. Mam tylko nadzieję, że się nie zawiodę, bo większość opinii, jakie miałam okazje czytać to same "ochy i achy", więc oczekiwania są ;)
    Pozdrawiam cieplutko^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba domyślam się, co spotkało Julitę, ale warto byłoby zweryfikować moje podejrzenia podczas lektury, bo Twoja recenzja jest zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tyle o tej książce naczytałam się pozytywnych opinii, że nie pozostaje nic innego jak przeczytać :) Tym bardziej, że uwielbiam książki, które wywołują emocje :)
    Pozdrawiam!
    http://tworze-czytam-fotografuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta książka jest wspaniała <3 Z chęcią sięgnę po inne powieści tej autorki ^^

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Witam Cię serdecznie w moich skromnych progach.
Moje królestwo próbuje prowadzić bardzo starannie, jednak nie wszystko mam idealnie, dlatego jeżeli widzisz jakieś błędy lub masz pomysł na ulepszenie mojego świata, pisz śmiało!
Każdy pomysł bądź sugestie przemyślę dokładnie.
Jestem blogerką, dlatego zależy mi na wyświetleniach i obserwatorach, jeżeli podoba się Ci się to, co robię, zostaw komentarz pod postem lub dołącz do obserwatorów bloga :)
Lubie wiedzieć, że moje słowa do kogoś docierają, a nie idą na wiatr.
Tak wiec zachęcam Cię do komentowania i zaglądania do Książek według Wiktorii.
Ślę buziaki :**