,,- Gdybyśmy byli teraz w domu, już bym cie nie puścił. Ale że jesteśmy w basenie, na dworze i w każdej chwili zza krzaka może wyskoczyć ciekawski reporter, nie będę się tu z tobą kochał, choć, uwierz mi, bardzo bym chciał''
,,Kiedy Diana decyduje się na wyjazd do Nowego Jorku, nie wie, że podróż ta odmieni jej życie na zawsze. Spotkanie z dawnym przyjacielem, dziś sławnym aktorem Ianem, staje się początkiem niezwykłej przygody. W wyniku nieporozumienia Diana i Ian z dnia na dzień stają w centrum zainteresowania tabloidów, co nieoczekiwanie zbliża ich do siebie''
Spełnione sny Edyty Fiutek to najprawdopodobniej debiut autorki, muszę jednak stwierdzić, że sama tego pewna nie jestem, bo nie znalazłam w Internecie ani wzmianki o tym. Z debiutami bywa różnie. Raz jest to fenomen, który wybija autora do nieba i jest o nim dłuższy czas głośno, a raz jest to klapa, która najczęściej autora od razu skreśla u czytelników. Z tą książką, jest jak jest i muszę z ręką na sercu przyznać, że nie jest to fenomen. Jest to powieść według mnie bardzo słaba. Po przeczytaniu nie wynosimy nic. Nie czujemy nic. Co jest chyba najgorsze. Czytelnik chwyta po książkę, głównie dla emocji. Czytamy dla tego, naszymi ulubionymi autorami są ci, którzy pisząc, wywołują w nas mnóstwo emocji i potrafią wciągnąć nas w wir wydarzeń swojej historii.




