"Ten moment wraca i prześladuje cię, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Po prostu kiedy myślisz, że w końcu odnalazłeś drogę, aby zakopać to wszystko gdzieś w głębi serca, wychodzi do brzydkiej głowy i jesteś w punkcie wyjścia. Z powrotem w bólu. Żalu. Poczuciu winy. A uzdrowienie musi się zacząć od początku. "
VI Keelan poznałam dosyć niedawno, przez jej pierwszą książkę pod tytułem "Gracz". I się zakochałam. Ta powieść nie gasi ani trochę mojej miłości, a jeszcze bardziej ją pogłębia. Po ,,Walka" sięgałam w ciemno, nie chciałam znać zarysu fabuły, muszę się jednak przyznać, że częściowo na tą decyzję wpłynęła okładka tej książki, bo jest taka śliczna! Zresztą chyba nie tylko mnie sama okładka kusi niemiłosiernie. Zaczęłam czytać i nim się obejrzałam dobiegłam do końca.
"Ale tak naprawdę bycie idealnym jest przereklamowane. Jestem tylko bohaterką w swoim życiu, przechodząc od rozdziału do rozdziału w książce, którą napisała jakaś niewidzialna osoba, podczas gdy to ja powinnam być autorką swojej historii."





